środa, 23 stycznia 2013

268. Damsko męskie różnice poranne...

Jak to się dzieje, że wstajemy z Panem B. o tej samej godz (6.30), chociaż ja nawet trochę później czasem, i ja zdążę umyć i wysuszyć włosy, ubrać się, zrobić śniadanie, zaparzyć kawę i przygotować się do wyjścia, a on w tym samym czasie założy jedną skarpetkę? Jak dobrze idzie to dwie, ale mimo wszystko... :)
Śpimy tyle samo czasu, w ciągu dnia jesteśmy tak samo aktywni, a rano zawsze jest to samo... Ja nie wiem... Każdy lubi pospać sobie dłużej. Sama budzę się na dźwięk ekspresu do kawy dopiero. Wszystko co dzieje się wcześniej jest automatyczne, no ale jak trzeba to trzeba. Po pewnym czasie organizm sam się przestawił i ciut łatwiej (ale wciąż nie łatwo) mi to przychodzi. Organizm Pana B. jednak ciągle opiera się nowym przyzwyczajeniom. Dziwne. Kobiety i mężczyźni różnią się jednak dużo bardziej niż myślałam :)

17 komentarzy:

  1. a myślałam, że napiszesz, że Ty w pieleszach, a On już gotowy do wyjścia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ha! myślę, że ja jestem jeszcze gorsza od pana B. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. coś w tym jest .... jak wybieramy się z maużonem do miasta to ja stoję już ubrana i się grzeję a on dopiero wkłada oczy, i lata jak z pęcherzem..... a mówią, że to kobiety się grzebią????

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha a ja myślałam, że tylko u nas tak jest:D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój z kolei ma na odwrót... potrafi wyszykować się w parę minut i wyjść... :D Mi to troszkę dłużej schodzi :) Zawsze gdziekolwiek wychodzimy, on zawsze musi na mnie czekać ubrany w przedpokoju i tylko mnie pogania, co mnie niesamowicie wkurza! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie jest identycznie. Ja na dźwięk budzika potrafię się zerwać i wstać, a PAtryk leży.. i leży... i leży...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaraz padnę! U nas jest tak samo wstaję o 6.30 i idę do łazienki. W łazience jestem 15 minut a potem wchodzi mój mąż. Oczywiście pod warunkiem, że już wstał:) Potem się ubieram, jem śniadanie i szykuję śniadanie dla męża, szykuję kanapki do pracy dla siebie i męża. O 7.20 jestem gotowa do wyjścia a mój mąż wychodzi z łazienki :) MASAKRA!!!! Oczywiście czekam na niego bo musi zjeść śniadanie. Z domu wychodzimy o 7.40. I tak co rano. On musi się tylko umyć, ubrać i zjeść to co mu zrobię na śniadanie a i tak zawsze brakuje mu czasu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem jak to jest, ale zawsze to będę wypominać facetom :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam sieco do ostatniego zdania. Hm...mieć domu express to dla mnie oznaka luksusu, taki co sam spienia mleki i nie trzeba tego procesu pilnować, ach...:D

    A TY pracujesz teraz? Nic się nie zdradziłaś:(

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas nieco inaczej. Ja muszę wyszykować siebie i Bąbelka, co zajmuje mi ok. godzinę. A Paskud wstaje 10 minut przed wyjazdem, ubiera się i pyta z wyrzutem: "Jeszcze nie gotowa?" :D

    Zaślepiona

    OdpowiedzUsuń
  12. A mówią, że to baba się wyszykować nie może na czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny blog!
    Zostałaś nominowana do uczestnictwa w "Liebster award", więcej informacji tutaj: http://antolka95.blogspot.com/2013/01/liebster-award.html
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  14. budzić się na dźwięk ekspresu do kawy - rozkosz :) PS skrzynkę mailową sprawdź - wytyczne pofrunęły!

    OdpowiedzUsuń
  15. u nas podobnie - budzik na 8, ja wstanę, ogarnę się, a mój - najpierw obrót na lewy boczek, potem na prawy, a potem muszę go gonić...

    nawet jak mam wolne, to najczęściej ja muszę go dobudzać i nici z mojego leniuchowania, bo szybciej to ja się rozbudzę, niż on mi wstanie :)

    typowe. faceci.

    OdpowiedzUsuń
  16. To u nas, to samo co u Ciebie widzę:) A ileż to razy, ja sama nawet specjalnie wstaję nieco później, albo ubieram się w kurtkę później niż NARZECZONY, bo zdążyłabym się 100 razy spocić w oczekiwaniu na niego:P MASAKRA!:)

    OdpowiedzUsuń