czwartek, 15 listopada 2012

239. Liebster Award


Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Zostałam nominowana do tej zabawy aż przez cztery osoby. Pierwsza była Amisha. Kolejna Wiolka, Agaton i Tiru-riru.  Wszystkim bardzo dziękuję za wyróżnienie. Jest mi niezmiernie miło :) Biorę się za odpowiadanie na Wasze pytania.

Pytania od Amishy:
1. Jaka na pewno NIE jesteś?
   Obrażalska
2. Co na pewno jest jeszcze PRZED Tobą?
    Całe życie :) szkoda, że nie wiadomo jakie...
3. Na co nie możesz patrzeć?
    Marnowane jedzenie, dzieci żebrzące na ulicach, krwawe sceny w filmach
4. Czego nie może zabraknąć w Twojej kuchni/lodówce?
    Mleka do kawy :) i samej kawy oczywiście też.
5. W reklamie czego chętnie byś wzięła udział?
    Nie znoszę reklam, więc w żadnej.
6. Adwokat, lekarz, sportowiec czy fotograf? (zakładając, że każdy wygląda mniam)
    Wszyscy jeśli każdy wygląda mniam :)  a tak naprawdę to mam swojego biotechnologa, który aktualnie         handluje sprzętem laboratoryjnym i to mi wystarcza :)
7. Co Cię wzrusza a na co jesteś obojętna?
    Wzruszam się łatwo, obojętna jednak być nie umiem.
8. W czym potrafisz się zatracić?
    Wyłączam się czytając książkę, robiąc biżuterię, albo swetry na drutach... Ale czy to zatracenie?
9. Czego nie odmówisz swemu dziecku? (jeśli nie masz, to gdybyś miała)
    Dzieciństwa :)
10. Jakim jesteś ... ptakiem?
      Skowronkiem oczywiście :)
11. Chciałabyś poznać tajemnicę...
      ... jakąkolwiek i czyjąkolwiek pod warunkiem, że ten ktoś będzie chciał ją zdradzić. 


Pytania od Agatona:
1. Co widać z okna Twojego pokoju?
    Niestety nie ma się czym chwalić. Z jednego pokoju mam widok na podwórko kamienicy pana, od               kórego wynajmujemy mieszkanie. Zadbane, pięknie obsadzone roślinami, szkoda tylko, że trzymają na         nim samochody... A z sypialni krzaki :) Jednak jako że na ogrodnika trafiło, to jestem zadowolona :)
2. Wolisz zimowe szaleństwo na nartach/sankach czy letnie wygrzewanie się na plaży?
    Jedno i drugie lubię bardzo. Narty zimą, plaża latem i wszystko da się pogodzić.
3. Jak wyjazd to z przewodnikiem (człowiekiem) i wycieczką czy z przewodnikiem (książką) i                   samemu?
    Zdecydowanie opcja druga.
4. Czy codziennie rano ścielisz łóżko?
    Tak. Nie znoszę rozwalonej i pogniecionej pościeli :)
5. Na jakim filmie ostatnio byłaś w kinie?
    Żebym ja to pamiętała...
6. Twoje ulubione danie i to, którego najbardziej nie lubisz to?
    Ulubionych jest wiele, w zależności od okoliczności. A najbardziej nie lubię wątróbki.
7. Masz jakąś pasję, hobby? Co to jest?
    Tworzenie coś z niczego. Biżuteria, ubrania, torebki. Fotografia też... choć jestem kompletnym laikiem i         jeszcze dużo nauki przede mną.
8. Czy udało ci się kiedyś spełnić noworoczne postanowienie? Czy w ogóle robisz jakieś?
    Nie udało mi się nigdy, więc przestałam je robić :)
9. Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
    Pana B.
10. Masz ulubionego bohatera książkowego/filmowego/serialowego?
      Basia z Pana Wołodyjowskiego. Mam po niej imię :)
11. Jak to się stało, że prowadzisz bloga?
      Postanowiłam, założyłam i jest :) Potrzebowałam swojego miejsca, więc sobie je stworzyłam.


Pytania od Wiolki:
1. Na słodko czy na słono?
    I na słodko i na słono. Niekoniecznie jednocześnie :)
2. Wanna czy prysznic?
    Prysznic.
3. Ubrania stonowane czy kolorowe?
    Kolorowe - zdecydowanie.
4. Pies czy kot?
    Pies.
5. Kino czy teatr?
    Jedno i drugie.
6. Pióro czy długopis?
    Pióro.
7.Szarlotka czy sernik?
   Szarlotka i sernik oczywiście :)
8.Szminka czy błyszczyk?
   Szminka.
9.Samochód czy autobus/tramwaj?
   Rower!
10.Thriller czy komedia?
     Thriller.
11. Kartka urodzinowa czy życzenia sms'em?
      Kartka urodzinowa, a najlepiej życzenia osobiście składane :) 


Pytania od Tiru-riru:

1. Czy udało Ci się spełnić jakieś marzenie z dzieciństwa?
    Nie... ale ciągle czekam na lot balonem :) 
2. Czym jest dla Ciebie rodzina; Czy masz dobre stosunki z rodzicami/ rodzeństwem?

    Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Zrobiłabym dla nich wszystko, choć relacje między nami, jak to w         rodzinie, są różne. 
3. Jeżeli miałbyś/miałabyś odbyć podróż swojego życia, jakie miejsce na świecie byłoby celem?

    Ameryka Południowa. 
4. Co jest Twoją największą pasją/ hobby?
    patrz wyżej :) 
5. Co jest wg Ciebie podstawą dobrego związku?

    Przyjaźń, zaufanie i lojalność. 
6. Co jest wg Ciebie podstawą prawdziwej przyjaźni?

    Zrozumienie, zaufanie i lojalność.
7. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

    patrz wyżej :)


Powinnam teraz nominować do zabawy 11 osób i zadać 11 pytań, ale  widzę, że większość z Was już wzięła udział w zabawie. Nominuję więc wszystkich, którzy mają ochotę. A w ramach pytań poproszę o 11 rzeczy, które sami chcielibyście nam o sobie powiedzieć :)


poniedziałek, 12 listopada 2012

238. Strach ma wielkie oczy.

Okazuje się, że sytuacje, których najbardziej się boimy, wcale straszne nie są. Strach paraliżuje, odbiera siły i chęci do działania. Nie mobilizuje, a mógłby. Nie ma się więc co bać, tylko zebrać się do kupy i robić swoje.
Popołudniowa kawa, chwila przerwy w chaotycznym dniu, a wraz ostatnim łykiem, wypoczęta i zrelaksowana, działam dalej.
(wmawiam sobie, bo ponoć siła sugestii jest ogromna :))

sobota, 10 listopada 2012

237. Napisane wczoraj.

Jadę pociągiem czytając zaległy nr WO. Lubię tak rano jeździć. Pociągi są takie ciche, zaspane i trochę tajemnicze. Pasażerowie się dobudzają, przygotowują do pracy, czytają zaległe rzeczy i nikt nikomu w życie nie zagląda. Jeszcze jakby kawą częstowali to byłoby idealnie :) Ale ja zupełnie nie o tym chciałam.

Czytam felieton Agnieszki Graff pt. "Cierpienie Was uszlachetni." Polecam, jeśli ktoś ma ochotę. Mówi o pomyśle zmiany ustawy o legalnej aborcji w naszym państwie. Ten temat przewija się w moim otoczeniu ostatnio bardzo często. A to coś przeczytam, a to z kimś porozmawiam, a to znów gdzieś w radio coś usłyszę. I bulwersuje mnie to za każdym razem, chociaż niby po takim czasie można by się uodpornić. Ja nie umiem niestety.
Co w tym takiego złego żeby kobieta mogła zdecydować sama o swoim życiu i życiu swojego dziecka także? Kościół zabrania stosowania antykoncepcji, sprzeciwia się aborcji, a za dzieci nieuleczalnie chore będzie się modlił. Hmm...
Pomijając jednak stronę kościoła, bo przecież nie wszyscy są wierzący i uznają jego naukę, to prawo powinno regulować te sprawy również. Do tej pory osobiście byłam w miarę zadowolona z tego co proponowali nam politycy. Wiadomo, że idealnej opcji nie zaoferuje nikt. Ale to co się dzieje teraz?
Podpisuję się pod ironicznym trochę felietonem Pani Agnieszki obiema rękoma i nogami nawet.
A może można by coś zrobić?

czwartek, 8 listopada 2012

236. Jestem jaka jestem...

... i nie będę za to przepraszać. No bo niby z jakiej racji?
A już na pewno nie kogoś, kto obraża się jak 5-letnie dziecko, bo nie dostało cukierka.
Nie lubię obrażalstwa.

poniedziałek, 5 listopada 2012

235. Done!

Co było do zrobienia, zrobiłam w 80%. Ale i tak jestem z siebie dumna :)
Za to ranek dzisiejszy do najlepszych nie należy. Co prawda teraz już kubek kawy postawił mnie na nogi ale humor dziś jak widok z okna... Szary i brzydki.
Mam nadzieję, że szybko minie.
Miłego tygodnia!

niedziela, 4 listopada 2012

234. Working...

Jak się ktoś cały długi weekend obijał i odpoczywał to dziś musi się wziąć i zrobić wszystko na co miał całe 4 dni.
Ja jestem takim kimś. Wyłączam więc wszelkie przeszkadzacze internetowe i biorę się do pracy.
Miłej niedzieli.

sobota, 3 listopada 2012

233. PieczeMY chleb.

Wczoraj z Panem B. wróciliśmy do domu.
Zostawiliśmy bagaże i idziemy na zakupy, bo lodówka świeci pustkami.
Ja: Zobacz co tam trzeba kupić!
Pan B: No ser, wędlinę, mleko, masło.
Ja: A chleb!
Pan B.: Może drożdże...?
Ja: ???
Pan B.: bo ten ostatni chleb co go upiekłaś był pyszny i moglibyśmy upiec jeszcze raz.
Czyli upiekliśmy... Poszliśmy razem do sklepu, a potem Pan B. zasiadł przed komputerem, a ja w kuchni piekłam chleb.
Pyszny chleb pieczeMY.
:)

piątek, 2 listopada 2012

232. Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...


Świat mi zaczął pędzić nie wiem dokąd znowu. Dopiero co był wrzesień, a tu już po Wszystkich Świętych (czego jakoś nie zauważyłam jakoś szczególnie w tym roku). Zaraz Boże Narodzenie, Nowy Rok... Jak to się dzieje?
Planów oczywiście bardzo dużo. Chęci jakoś ostatnio mniej. Może mimo wszystko ta jesienna depresja mnie dopada... Nieeee.
Wyjazd nad morze uważam za bardzo udany. Pogoda w sam raz. Nie za zimno, bez deszczu. A w niedziele piękne słońce, na plaży akurat :)
Odwiedziliśmy moich znajomych, do których nasza rodzina jeździła na wakacje od 40 lat. Najpierw babcia z dziadkiem, potem oni ze swoimi dziećmi. Potem tata z mamą. No i my po kolei wszyscy razem :) Nie widziałam ich chyba z 8 lat. Bardzo miłe spotkanie. Niesamowite zobaczyć miejsca, w których spędziło się połowę dzieciństwa po takiej długiej przerwie.
A teraz długi weekend. Biorę się zaraz do pracy.

czwartek, 25 października 2012

231.By the sea.

Zaczynam już dziś weekend. Co z jednej strony cieszy mnie bardzo. A z drugiej uświadamia, że czas leci jak szalony i nie ma co czekać, aż przez palce przeleci. Dopiero co był poniedziałek, a tu już czwartkowy wieczór.
Jutro z Panem B. jedziemy do Sopotu. Kupiliśmy sobie wyjazd z Okazik.pl czy innego groupona - nawet już nie wiem. Zwlekaliśmy z rezerwacją bo nie wiedzieliśmy co będzie z jego pracą itd. no i został nam najbliższy weekend. Zimno się robi, za oknem szaro - nie zachęca do pobytu nad morzem. Ale może akurat będzie dobrze...
Zresztą, co tam. Ważne, że jedziemy sobie sami i będziemy mieli czas dla siebie :)

wtorek, 23 października 2012

230. Co za dzień?!

Oj będę marudzić. Troszkę tylko co prawda, ale będę. Bo jestem zła na siebie, że nic mi się nie chce i że już od godziny, zamiast wziąć się do roboty, to ja gadam przez telefon, albo marnuję czas na fb. Strasznie to głupie jest, ale co zrobić. Samo mnie ciągnie jakoś tak. Ja się po prostu nie umiem uczyć z monitora komputera. Za dużo czynników rozpraszających.
Ciśnienie spada na łeb, na szyje. Kawa mi nie smakuje, więc nie próbuję się nawet nią ratować. Co za dużo to nie zdrowo, jak organizm nie chce, to go nie zmuszam. Tylko co tu zrobić? Spać iść nie mogę, bo do roboty za dużo i sumienie mi nie pozwoli zasnąć. Poza tym wieczór z Panem B. miałam spędzić. Ale mi się nie chce... Wole książkę poczytać, szczerze mówiąc. Przerażające.
Dzisiaj raczej dzień na nie. A wszystko przez uczelnie, która mnie wkurza już bardzo. Na stronie głównej wydziału informacja, że legitymacje załatwia się drogą mailową pod podanym adresem. To piszę. Ma zajść interakcja. Nie zachodzi. Więc piszę drugi raz. Znowu brak odzewu. Idę więc. Tylko, że nikogo nie ma w wyznaczonych godzinach, o nie wyznaczonych nawet nie wspominam. Idę drugi raz, za czas jakiś. Oczywiście pusto. Idę dziś po raz trzeci. Pan siedzi za biurkiem przy komputerze. Nie żebym coś miała do informatyków, ale kurde, no bez przesady. Najpierw dostaję zjebę (przepraszam, że tak, ale taka prawda) nie wiadomo za co. Potem pan każe czekać. To czekam. 15 minut bo on nie umie czegoś zrobić. Pan pyta z czym przyszłam więc tłumaczę. Po raz drugi. Pan mówi że się nie da, że nie można, że on nic nie poradzi. Mówię więc, że przecież on od tego jest właśnie. Na co on, że się nie da, że nie można, że on nic nie poradzi. To ja znowu, że jak nie on to kto. Więc pan znów każe czekać. Czekam, a tu się okazuje, że legitymacja moja leży w dziekanacie i czeka na odbiór tylko, że pan ZAPOMNIAŁ poinformować. Dodam tylko, że chodziło o zmianę nazwiska. Trwało to wszystko ok. 40 min. A potem się wszyscy dziwią czemu coraz mniej studentów jest.
Porażka.
No i jak tu się nie wkurzyć? A jeszcze do tego zimno, okres się zbliża akurat na weekendowy wyjazd do Sopotu, pieniądze, które miały wpłynąć na konto nie wpływają, a różni ludzie chcą ode mnie różnych dziwnych rzeczy, na które ja nie mam ochoty.
Co za dzień!!!