Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery kąty!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cztery kąty!. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2013

331. DONE!!!

Walczyłam prawie cały dzień. Od samego rana. Z małą motywacją (dzięki A. ;))
Skończyłam.
Pierwsze zdjęcie przed przeprowadzką.
Drugie - MOJA kuchnia dziś.
Brakuje jeszcze uchwytów przy drzwiczkach i paru drobiazgów. Czekam aż Pan B. wróci z wyjazdów.
I jestem przeszczęśliwa, że w końcu ją mam. Teraz mogę być kurą domową :) (czasem)



sobota, 7 września 2013

329. It's all about trust.

Po zatrudnieniu pana do montowania kuchni okazało się, że nie to nie tylko zamieniliśmy się rolami, w sensie kobiety i mężczyźni, ale też, że po świecie bezkarnie chodzą niesamowici oszuści i na dodatek nie nie można z nimi zrobić. Ale po kolei.
Ponieważ Pan B. ma uszkodzony bark (tzn. funkcjonuje normalnie, ale prawą rękę musi mocno oszczędzać, co wyklucza wszelkie dźwiganie, podnoszenie jej w górę czy wymachiwanie) postanowiliśmy znaleźć stolarza, który pomoże nam zamontować kuchnię. Pytałam wśród znajomych, ale nikt nie miał nikogo sprawdzonego. Usługi sklepowe przy montażach wszelakich są trochę za drogie (albo my zbyt skąpi ;)), więc pomyśleliśmy, że znajdziemy kogoś w internecie. No i znalazłam. Ogłoszenie było zachęcające. Rozmowa telefoniczna też. Nie miałam w zasadzie żadnych podstaw żeby sądzić, że pan, z którym się umówiłam, nie jest stolarzem. Przyszedł, zrobił i wyszedł. A zostawił to:

Obraz nędzy i rozpaczy. Ale zobaczyłam to wszystko dopiero jak pan wyszedł, a ja zaczęłam sprzątać. Tak sprytnie wszystko zamaskował, że na pierwszy rzut oka kuchnia wyglądała w porządku. Makabra. Nie mam nawet siły opowiadać co zrobił. Na pewno nie był to montaż kuchni. Zabrał jeszcze jeden panel ozdobny żeby go przyciąć u kolegi w piwnicy lepszym sprzętem jakimś i obiecał, że wróci następnego dnia.
Po powrocie Pana B. z pracy zadzwoniliśmy do faceta i mu powiedzieliśmy, że ma nie ciąć panela i tylko przyjść dokończyć blat. Mieliśmy zamiar mu powiedzieć, że ma nam zwrócić pieniądze, ale jakby się o tym dowiedział przez telefon to pewnie by nie przyszedł. Robiliśmy z siebie idiotów żeby go jednak jeszcze zobaczyć. Następnego dnia zadzwonił, że nie może przyjść, bo ma uszkodzony samochód. Chyba, że zwrócę mu za taksówkę. No i nie wytrzymałam. Powiedziałam mu, że jeśli ktoś komuś ma zwracać pieniądze to raczej on mi, bo zniszczył mi meble i zabrał panel, na co pan rzucił słuchawką i tyleśmy go widzieli.
Wczoraj dopiero przyjechał stolarz, którego poleciła nam teściowa i zrobił wszystko jak trzeba. Pan B. kończy właśnie jeszcze jakieś tam  drobiazgi i być może jutro kuchnia będzie gotowa. Czemu te wszystkie wykończenia zajmują tyle czasu???
No i jak tu ufać ludziom? Ja wiem, że internet jest miejscem, gdzie każdy może być kim tylko chce i pewnie nawet ja mogłabym być stolarzem. Ale trochę przyzwoitości. Co innego podawać się w internecie za kogoś kim się nie jest, a co innego przyjść do ludzi do domu nie mając pojęcia o montażu mebli i zniszczyć im kuchnię.
Uważajcie!!!

niedziela, 25 sierpnia 2013

325. Kuchnia!

Nad kuchnią myśleliśmy najdłużej. Jak się ma małą przestrzeń do zagospodarowania, to się chce wykorzystać ją jak najlepiej. Co łatwe do zaplanowania nie jest. W końcu się udało. Nasza kuchnia będzie wyglądała podobnie do tej:
Narazie jednak wygląda tak:
Mam nadzieję, że wystarczy tydzień na jej złożenie i już niedługo będę mogła cieszyć się swoją pierwszą, własną kuchnią :) Kartony przyjechały do nas wczoraj wieczorem. Musimy jeszcze załatwić blat, bo wybraliśmy inny niż ikeowy. I jeszcze zmywarka - będzie jutro. Na nią chyba najbardziej się cieszę :) Chociaż przecież lubię zmywać ;)
To by nam zakończyło większe wydatki i prace w nowym mieszkaniu. Teraz już będę mogła zająć się dekoracjami i duperelkami :) Nie mogę się doczekać.
Tymczasem jednak odpoczywam, po sobocie spędzonej w sklepach. Nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłam tyle czasu w sklepach. Na szczęście to już chyba ostatni taki maraton. :)

sobota, 3 sierpnia 2013

319. My home sweet home :)

Przeprowadzka do własnego mieszkania znacznie różni się od przeprowadzki do mieszkania wynajętego. Teraz już to wiem. Wynajmując mieszkanie zawsze miałam poczucie, że nie zostanę tam długo. Że to tylko tymczasowe. Na dodatek nie moje. Więc nie warto za dużo w to mieszkanie wkładać finansów, pracy i energii. Teraz przeprowadzając się do własnego mieszkania chcę żeby wszystko było jak najlepiej. Pewnie dlatego to tak długo trwa. Sprawdzam, dobieram, myślę, zmieniam. I tak jak na początku mnie to bardzo irytowało, tak teraz powoli zaczynam się tym bawić.
Teraz na przykład myślę nad kolorem doniczek do pokoju dziennego. Ściany są niebieskie. Meble jasne, podłoga brązowa. Może macie jakiś pomysł?


Weekend jak to weekend. Do południa sprzątanie, potem obiad, leniuchowanie i może jakieś piwko wieczorem. Byłoby fajnie, bo brakuje mi ostatnio wyjścia do ludzi. Trzeba się trochę społecznie ogarnąć, bo źle to się dla nas skończy.