W zeszłym tygodniu całe dnie spędzałam na zdrapywaniu farby olejnej ze ścian w nowej kuchni i resztek tapet w pokojach. Wracałam wieczorem, zakurzona od stóp do głów z odpryskami niebieskiej farby w staniku, brałam prysznic, szłam spać żeby następnego dnia od rana zacząć od nowa.
Od poniedziałku wstaję o 5.30. Jadę do pracy na 7.00. Kończę o 15 i dowożę majstrom brakujące materiały. Poznaję tynki, gipsy, podkłady pod panele i inne takie, takie. Czasem w między czasie zaliczę zajęcia na uczelni. Muszę jeszcze tylko zorganizować się z obowiązkami domowymi i mam nadzieję na lepszą codzienność.
Oby ten remont skończył się do końca miesiąca...
dużo sił i cierpliwości życzę - przy remoncie są one niezbędne!
OdpowiedzUsuńale warto, bo efekt po zawsze jest wart zachodu!
pozdrawiam!
Powinnaś chodzić dumna jak ten paw :D
OdpowiedzUsuńAle to wszystko takie przyjemne - bo na swoim! :) Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńżyczę Ci tego i czekam na zdjęcia zacnych efektów!:)
OdpowiedzUsuń