czwartek, 4 października 2012

221. Friendship

Czy przyjaciele mogą tak bardzo różnić się od siebie, że gdyby nie to, że są przyjaciółmi, nigdy w życiu by ze sobą nie rozmawiali?
Zastanawiam się nad tym po spotkaniu z przyjacielem właśnie. Był czas, kiedy dużo nas łączyło. Wspólna uczelnia, zajęcia, zainteresowania, znajomi. Zaprzyjaźniliśmy się. Mogłam na niego liczyć w każdej sytuacji. On na mnie zresztą też. Ale nasze drogi się rozeszły. Kontakt się urwał. Oboje byliśmy zajęci sobą. Zmieniliśmy się. Uczelnia się skończyła, zainteresowania zmieniły, a znajomi rozjechali na różne strony świata. Widzimy się teraz bardzo rzadko. Rozmawiamy częściej. Przez internet. I tam niby dalej jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Ale jak się spotykamy nie bardzo wiemy jak się zachować. Nie mamy o czym rozmawiać. Jesteśmy spięci i zestresowani. Tak jakbyśmy się w ogóle nie znali.
Drugi przykład - moja przyjaciółka. Z uczelni. Dogadujemy się bardzo dobrze. Jesteśmy z tych samych okolic. Mamy wiele wspólnego ale też bardzo dużo nas dzieli. Gdybym poznała ją teraz nigdy pewnie byśmy się  nie zaprzyjaźniły. Może to właśnie z tego wynika. Poznane osoby w danym czasie wydają się inne niż parę lat później.

Jesień się rozgaszcza za oknem. Zamiast pięknego słońca mam ścianę deszczu. Jutro idę po kalosze chyba :)
A w jesienne wieczory będę gotować. Dostaliśmy w prezencie ślubnym thermomix. Cudo techniki po prostu. Sieka, mieli, miesza, gotuje, smaży i co tam tylko chcecie. Jak by się dobrze postarać to może HBO by odbierało. Mówię to trochę z ironią, bo takie nowości techniczne mnie jakoś nigdy nie pociągały. Gadżety, które mieć można, ale do życia potrzebne absolutnie nie są. Wszyscy ciągle zachwalali, czego to nie można tam zrobić, a ja się stale upierałam, że przecież to samo można zrobić bez niego. Zupę ugotować, ciasto zarobić. No przecież to trudne nie jest. Ale jak zaczęłam używać, bo przecież jak już jest to co się ma kurzyć, to się przekonuję, że rzeczywiście urządzenie bardzo fajne. Oszczędza czas i bałagan w kuchni :) to chyba przede wszystkim. Nie trzeba płakać przy siekaniu cebuli i trze ziemniaki na placki w 3 sekundy - to chyba moje ulubione, dotąd odkryte możliwości :) Mój entuzjazm skończy się pewnie z pierwszym rachunkiem za prąd. Póki co jednak polecam :)

A poza tym... Pan B. ma swój kryzys, mi coś łupnęło w kręgosłupie tak że ledwo się ruszam. Dni się kurczą i jakieś takie to wszystko nijakie jest.



19 komentarzy:

  1. Ja ze zdobyczy techniki mam jedynie toster i najprostszy w świecie mikser. (I dwie gofrownice oraz maszynę do robienia popkornu, ale używam ich raz na dwa lata)
    Nawet mikrofali nie mam.
    I żyję.
    Aczkolwiek nie pogardziłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz ja do tego czasu też posiadałam tylko te rzeczy i na dodatek najczęściej korzystałam z ekspresu do kawy :)
      Ale no muszę przyznać, choć się broniłam rękami i nogami, że to całkiem fajne urządzenie jest.

      Usuń
  2. A z tymi przyjaciółmi... Skłaniam się do teorii, że nie ma takich na CAŁE życie, są po prostu poszczególni ludzi na różne życia etapy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie ma na całe życie. Więc z przyjaźnią pewnie też tak jest...

      Usuń
  3. Ja to mam 3 takie psiapsióły, często się nie widujemy, nawet przez neta specjalnie nie gadamy ale jak się spotkamy to zawsze znajdzie się temat do obgadania. Chyba wszystko od ludzi zależy i nastawienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jak by się dobrze postarać to może HBO by odbierało" - dooobre :)

    A przyjaciel. Z nimi jest właśnie taki problem, że to słowo gdzieś wisi i ciąży. Jakbym zwyczajny koleś, kumpel, kolega, znajomy już nie, był czymś mało zobowiązującym. W cholerę z tymi synonimami. Weź je rozpuść w zacnych kroplach jesiennego deszczu. Mokre (hehe) może wrócą do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Ty masz i rację, że to wszystko przez nazwy... Czasem lepiej nie nazywać chyba. Na dodatek przestało padać. I znów w czarnej dupie jestem...
      ;)

      Usuń
  5. ludzie czasami rozchodzą się życiowo i to naturalna sprawa
    z moimi znajomymi mam dokładnie tak samo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak. Tyle, że w tym przypadku to nawet nie, że się rozeszliśmy życiowo, ale może to tylko upór jest. Żeby wypełnić pustkę, która powstanie?

      Usuń
  6. Oj, też miałam takiego przyjaciela, co to jak się okazało, że czas mi do slubu iść, odwinął się tyłkiem. Nby przez gadu rozmawialismy i bylo cacy, ale czasu już brakowało na spotaknia. Minęło pięć lat, w ciągu ostatnich dwóch nie widzieliśmy się ani razu i nie zanosi się, gdyż kontakt jakikolwiek został zaniechany.;/
    Chcę to urządzenie, czymkolwiek jest! teraz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) zapraszam na degustację potraw różnego rodzaju.
      A z przyjaciółmi tak już chyba musi być i tyle. Nie ma nic na zawsze, to czemu przyjaźń miałaby być?

      Usuń
  7. taa, przyjaźnie... to takie dziwne zjawiska. trochę z nich mi się posypało - możliwe, że właśnie dlatego, że skończył się pewien okres w moim życiu, nie wiem.

    zdrówka życzę! nie daj się jesiennej melancholii :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie! Jesiennej melancholii się nie dam.

      Usuń
  8. Dni coraz krótsze niestety, nie lubię tego że tak wcześnie sie robi ciemno...A z tym thermomixem to teraz bedziesz sefem kuchni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak: sefem. Bo do szefa to mi jeszcze daleko. Poza tym żadne to wyzwanie, tak naprawdę. A ja lubię gotować, nie że wszystko się samo za mnie robi.

      Usuń
  9. Ja co prawda aż takiego cuda techniki nie mam, mam za to 8-mio letni robot kuchenny, który też sieka, miesza itd. Uwielbiam go...właśnie za to, że nie płcze przy cebuli, za to, ze miesza cisto, rozdrabnia ziemniaki na placki lub trez, jak kto woli...robi tyle...nie zajmuje wiele miejsca, oszczędza mnóstwo czasu i bałagan, a do tego ejst bardzo poręczny...gdyby nie to, że ejst uszkodzony i trezba go w trakcie pracy w penym miejscu mocno docisnąć zapewne używałabym go częściej. Moim zdaniem za tą oszczędnośc czasu i bałaganu, naprawdę warto nawet nieco więcej zapłacić za prąd :] Chociaż u mnie te rachunki sa niezauważalnie większe...

    Co do przyjaxni to prawda...dzisiaj się zaprzyjaźniamy, a za 5 lat okazuje się, że każdy ejst w innym miejscu swojego życia, zmieniają się rzeczy ważne, priorytety, poglądy...i to zupełnie normlane, że przyjaźń moze sie wypalić.

    OdpowiedzUsuń