niedziela, 10 listopada 2013

342. Yesterday.

Wczoraj rano już prawie udało mi się rozsiąść wygodnie z zaparzoną kawą, cukierkiem i kocem przed komputerem. Jak już usiadłam, otworzyłam bloga i miałam zamiar coś napisać i odwiedzić Was wszystkich. Ale coś mnie rozproszyło. Okazało się, że mam milion rzeczy do zrobienia innych. Powiedziałam sobie, że wrócę jak już wszystko ogarnę. Nie wróciłam. Tak dzieje się już od dłuższego czasu. Co jest do cholery?




24 komentarze:

  1. ale zapomniałaś wrócić? może to ta pogoda i problemy z koncentracją? jeżeli tak to nie masz się czym martwić :) też mnie to dopada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomniałam wrócić. Wróciłam dziś :) Bo wczoraj jak już się wzięłam za robotę to zrobił się wieczór i nie miałam za dużo sił ani ochoty na cokolwiek innego jak gorący prysznic i łóżko. Dramat... Obiecałam sobie nie zwalać na pogodę, ale może rzeczywiście coś w niej jest ;)

      Usuń
  2. Może jakiś urlop by się przydał - kilka dni na odpoczynek i ogarnięcie zaległych spraw?

    OdpowiedzUsuń
  3. Biały michałek jest dobry na taką pogodę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy :) I na wiele innych kryzysów też :)

      Usuń
  4. Chyba to jakaś zawiecha...;/
    Jesienną porąjak są takie zmiany pogodowe czasem sie tak dzieje, że ejstesmy zawieszeniu w oróźni, działamy z opieszałością, sami się na siebie denerwując...albo zarazi nas ktoś, przez co działamy wolniej, ociężąle...jak ta lokomotywa...;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem co to ale bardzo mnie męczy!

      Usuń
  5. To się nazywa 'dorosłe życie' ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. może trzeba nieco odpocząć od blogowego świata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, chociaż ja raczej tęsknię za blogowym światem niż jestem nim zmęczona.

      Usuń
  7. Najlepsze cukiereczki jakie mogą być:) Widzę, że lubimy podobne rzeczy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukiereczki pyszne :) Gratuluję smaku :)

      Usuń
  8. kiedyś miałam taka spinkę, że muszę usiąść i przeczytać blogi, muszę, chcę, pożądam;) Z Czasem to sie delikatnie zmienia, juz nie muszę tak bardzo, chcę, ale jak jest ciekawie żyć tu i teraz z moją rodzina, to mogę chcieć później. Spokojna głowa, nic na siłę. Ciepło pozdrawiam i życzę ogarnięcia wszystkiego w sprzyjających okolicznościach:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to racja. Blogi będą tu zawsze, a to co mi mija spędzając czas przed komputerem już nie wróci. Coś w tym jest...

      Usuń
  9. Yesterday...
    All my troubles seemed so far away;
    Now it looks as though they’re here to stay.
    Oh, I believe in yesterday.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam do Ciebie prośbę. Nie mogę wejść na Twojego bloga ani się z Tobą skontaktować w żaden sposób. Umożliwisz mi to? :)

      Usuń
  10. Basiu, bo pędzimy, ciągle gdzieś pędzimy i nawet jak przystaniemy, to nie bardzo wiemy po co i dlaczego się zatrzymaliśmy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Priorytety, kochana, priorytety... :)

    A Michałka też bym zjadła... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Priorytety... trudne słowo ;)
      Michałków już niestety nie ma, ale zakupie nową partię na długi jesienny weekend więc zapraszam :)

      Usuń
  12. Cóż, blogoaktywność ma swoje lepsze i gorsze momenty :) Ale ten kubeczek, cukierek i koc to luksus jednak, nawet, jeśli niezrealizowany ;) Byle do weekendu, środa, to, jak mawiają, mały piątek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały piątek :) podoba mi się. Będę się więc cieszyć małym piątkiem i czekać na ten duży...

      Usuń