piątek, 31 sierpnia 2012

210. Jesień?

Za oknem leje. Szaro, zimno, brzydko. Mam nadzieje, że to przejściowe i jeszcze wrzesień się przejaśni :)
Za tydzień mam egzamin z ekonomiki. Po raz czwarty. Muszę go zdać, więc wyłączam komputer i siadam do nauki. Wrócę tu wieczorem i będę marudzić, że za mało zrobiłam, albo że mi się nie chce, albo na wiele innych rzeczy. Chociaż może nie... Zobaczymy.
P.S. Mój rozłożony rower nie wiedzieć czemu zgubił kilka potrzebnych części żeby go złożyć z powrotem. Planuję więc napad na sklep rowerowy i kolejny wieczór z rowerowymi puzzlami :)

środa, 29 sierpnia 2012

209. Niech już będzie po...

Rozsyłanie zawiadomień, odbieranie obrączek, próbne fryzury i makijaże. Z jednej strony wszystko ładnie pięknie, z drugiej chciałabym żeby już było po wszystkim :)
Jeszcze troszkę!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

208. Kto rano wstaje...

... ten ma długi dzień i dużo czasu :)
Postanawiamy z R. wziąć się za siebie. Mniej opierdalania się, więcej pracy i rozwoju. W końcu będziemy małżeństwem. Zdani na siebie, a nie na rodziców. Nową rodziną, która musi sobie jakoś poradzić w tym oceanie ciężkiego, dorosłego życia. No ale przecież damy radę. Pozytywnie nastawieni do życia czekamy na 15 września :)
Intensywnie ostatnio. Remont, wesele. Ale nie narzekam, bo to chyba najgorsze co można zrobić. Zamiast siedzieć i biadolić wzięłam się za robotę.Wczoraj rozkręciłam swój stary rower bo postanowiłam go wyczyścić. Brat kiedyś pomalował mi go na czerwono chcąc spełnić marzenie. Wyszło mu to jak każdemu dwunastolatkowi pierwszy kontakt z farbą i malowaniem. Ale radość sprawił mi niesamowitą. Zresztą już chyba kiedyś o tym pisałam. Czyszczę koła, opalam błotniki, wymieniam kierownicę i rower będzie jak nowy. Na dodatek jedyny w swoim rodzaju. Jak ja :)
Oprócz tego rozciągnęłam sobie w pokoju linki do suszenia prania co by nie butwiało w mieszkaniu gdzie jednak wilgoci nie udało nam się do końca wyeliminować. Suszenie na dworze nie wchodzi w grę - chyba, że rzeczy mają być szaro-czarne od sadzy. Rozwiązanie może średnie ale co zrobić. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Przejmować się komentarzami innych nie będę, bo po co mi to.
Szaleję z Okazikiem u kosmetyczek :) Szukam pracy i wychodzę za mąż. Tyle u mnie.
Miłego, nowego tygodnia :)

czwartek, 23 sierpnia 2012

207. No more...

Koniec z zakupami, przynajmniej do października. Wczoraj, na poprawę humoru wybrałam się na zakupy. Nie mogłam znaleźć nic dla siebie. Wiedziałam czego szukam - może to przez to. Nawet małą listę miałam zrobioną. Niestety nic nie wpadło mi w ręce. Na dodatek we wszystkich sklepach z artykułami spożywczymi, gdzie chciałam kupić sobie coś słodkiego były tak nieziemskie kolejki, że rezygnowałam bez wchodzenia do środka nawet. Wychodząc już zrezygnowana ze sklepu zobaczyłam promocję w Orsayu. I tym sposobem jestem do przodu o trzy pary spodni w cenie dwóch. Na jesień jestem przygotowana. Co nie znaczy, że chcę żeby już przyszła.
Oddaję się też przyjemnościom czysto fizycznym. Zapisałam się po raz drugi w życiu do kosmetyczki. Wcześniej wykupiłam sobie kupon z Okazika, czy czegoś. Teraz idę już wg. normalnego cennika, choć ze zniżką :) Nie wiem czemu nie wybrałam się wcześniej.
Zbliża się weekend - a z nim dużo pracy i zajęć. Muszę pojechać do domu, wybrać się do kwiaciarni i zdecydować w końcu na bukiet, umówić się z Panią żeby dogadać szczegóły wystroju sali i menu, a jeszcze domem się zająć trochę, bo rodzinka na wakacjach. No i za co się tu najpierw wziąć?
Dziś jednak robię specjalne zaproszenia ślubne dla rodziców. Organizują wesele z nami, a nawet dla nas, więc nie daliśmy im standardowych zaproszeń, gdzie w treści jest, że my z rodzicami zapraszamy. Trochę bezsensu. Nie chcieliśmy dawać wcale, ale się dopominają. Pomyślałam więc, że dostaną specjalne, jako zaproszenie nie tylko na wesele, ale i do naszego wspólnego życia. Ciekawe tylko czy mi wyjdą jak wymyśliłam.

środa, 22 sierpnia 2012

206. Wedding!

Kategorycznie zabroniłam przynoszenia komputera do sypialni i korzystania z niego w łóżku. To ma być miejsce odpoczynku i relaksu, a od komputerów aż bucha i dmucha gorącem i negatywną energią. R. siedziałby tu pewnie non stop. Ale dziś, skoro nie widzi, bo poszedł do pracy, a za oknem szaro i zimno, że nie chce się wychodzić, nagięłam trochę zasady ;)
Myślałam, że najgorsze przygotowania ślubne mam już za sobą. A tu się okazuje, że diabeł tkwi w szczegółach. (niestety, nie ominie ten temat mojego bloga, wiem, że może nie wszyscy mają ochotę czytać mojego marudzenia i dylematów na ten temat, ale muszę się wygadać. Można nie czytać :)).
Utknęłam przy wyborze bukietu ślubnego. Pomyślałam sobie - pestka, wybieram co mi się podoba i z głowy. A tu się okazuje, że musi do sukienki pasować, do zaproszeń mogłoby trochę i jeszcze dobrać do tego dekorację sali. Ech. No to tak.
Sukienkę mam taką:
Bukiet chciałam najpierw ze słoneczników. Np takie:


Ale mama z siostrą stwierdziły, że jednak nie bardzo, więc zaczęłam zastanawiać się nad wrzosami. Ale to ponoć przynosi pecha i nie można (bez komentarza). 
Teraz więc myślę nad czosnkiem: 




Podobają mi się te ostatnie :) Ale oczywiście zdecydować się nie mogę. No i bądź tu mądry. A Wy co myślicie? Będę wdzięczna za pomoc. 
Potem kiedyś jeszcze biżuteria ;)


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

205. Done!

Prawie się wyrobiłam ze wszystkim co chciałam. Prawie, bo jutro czeka mnie jeszcze dużo pracy ale najgorsze mam chyba za sobą. Stary regał na książki i szuflady od biurka opalone i wyszlifowane. Czekają na malowanie, ale nie mam już dziś siły. Wywierciłam też dziury i powiesiłam półki, wysprzątałam łazienkę i kuchnię. Na jutro zostało porządkowanie dupereli, które nie do końca są potrzebne, ale kto wie, kiedy się przydadzą.
Nie poszłam niestety na aerobic, ale nie miałam siły. Poza tym za oknem wielka burza i może to i lepiej. Jutro może sama poćwiczę :) (jasne!!!)
Okropny był ten dzisiejszy dzień. Na dworze już bardziej gorąco chyba być nie mogło. W domu syf totalny. Na szczęście sytuacja opanowana, a powietrze trochę się ruszyło i da się oddychać.
R. ma znów swój dziwny kryzys, a ja nie umiem pomóc. Czuję się taka bezradna. I zła na siebie. Każdy kryzys jednak mija, więc czekam.
Czas na herbatę i zaległe Wysokie Obcasy.
Oooo właśnie. Może ktoś z Was ma numer w którym były przepisy Marty Gessler na wody różnego rodzaju - z ogórkiem, arbuzem i czymś jeszcze. Schowałam sobie swój w specjalne miejsce żeby te wody zrobić i teraz nie mogę go znaleźć. Będę wdzięczna za pomoc :)
P.S. Już nie ważne. Znalazłam tutaj!

204. Weekend w rozjazdach.

Tak to jest jak się nie ma własnego samochodu. Nie jestem zwolenniczką jazdy po Poznaniu samochodem, zwłaszcza teraz, jak rozkopali chyba wszystkie główne ulice i skrzyżowania, ale jak trzeba gdzieś wyjechać, a my teraz wyjeżdżamy dużo, to dobrze być w tej kwestii niezależnym.
Potrzebowaliśmy samochodu żeby dojechać na wesele do znajomych. Ślub w Poznaniu, wesele 20 km dalej. Chcieliśmy pożyczyć od siostry R. ale niestety ona gdzieś wyjeżdżała. Moja mama też na wyjeździe. Zostali rodzice eRa. Zgodzili się chętnie. Trzeba tylko było pojechać do nich pociągiem, zabrać samochód, wrócić do Poznania, pojechać na wesele, wrócić z wesela, oddać samochód i wrócić pociągiem. Do tego jeszcze kilka rund po rozkopach, bo postanowiliśmy wykorzystać środek transportu i kupiliśmy wino na wesele. Więcej jeżdżenia niż to wszystko warte. No ale mamy z głowy.
Na wesele znajomych nie chciało mi się jechać bardzo. Na dodatek w tym przypadku, nie zadziałała zasada, że im bardziej się nie chce, tym lepiej się bawisz. Na szczęście jakoś przetrwałam. Nie było też w sumie tak źle jak myślałam, że będzie. Choć po tych znajomych spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Z opowiadań K. - pani młodej, wynikało, że to wesele to takie ą i ę będzie. Wszystko dopięte na ostatni guzik, mnóstwo atrakcji dla gości, bajery niesamowite i nie wiadomo co tam jeszcze. A tymczasem wyszło z tego standardowe, zwykłe wesele bez rewelacji. Na dodatek goście słabo się bawili, rozeszli się gdzieś po okolicy i średnio to wszystko wypadło. I nie wierzę, że to mówię, bo na weselach nie cierpię wodzirejów, ale tutaj kogoś takiego zabrakło. Zaliczyliśmy z R. ostatnie oczepiny nie łapiąc welonu czy musznika i wróciliśmy do domu. Ze znajomymi jednymi jeszcze. Więcej wyliczyłam minusów niż plusów na weselu, ogólnie jednak muszę stwierdzić, że tragedii nie było.
Teraz już tylko przygotowujemy nasze. No niestety, będzie o tym chyba częściej. Dużo wszystkiego zostało do załatwienia i tym teraz żyję. Mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie. :)
A tymczasem dzień kurki domowej czas rozkręcić. Pranie już czeka aż je powieszę, sterta prasowania patrzy na mnie z krzesła, kurz jest do wytarcia, szuflady i regał do opalenia, meble do poustawiania, itd.,itp.
Mam nadzieję, że dziś wszystko skończymy z pomocą R. wysprzątamy i będzie gotowe.

czwartek, 16 sierpnia 2012

203. 50 wspólnych lat.

Nie wiem, czy to możliwe, żeby przeżyć tyle wspólnie z jednym mężczyzną. W zgodzie, miłości, wierności. Na dobre i złe. Nie wiem... Ale może się przekonam. O września zacznę liczyć i, nie ukrywam, chciałabym naliczyć się jak najwięcej wspólnych lat.
Ciotka R. zorganizowała sobie niesamowite lecie ślubu. Trzeba przyznać, że jak na te lata, to impreza godna podziwu. I co z tego, że starsi? I że wtorek, a nie sobota? Bo co, bo nie wypada?
Myślałam raczej, że takie lecie, to kawka, torcik, pogaduszki i do domu. A tu się zrobiło normalne wesele. Tylko, że po 50 latach. Ze wszystkimi bajerami. Było "sto lat" chyba z tysiąc razy zaśpiewane, był pociąg, i "gorzko, gorzko" też. No i szampan, tort, rosół i żurek. No i wódki hektolitry.
I mi się bardzo podobało. Mimo, że marudziłam przed wyjazdem nieziemsko. Okazało się, tak jak mówiliście, że im bardziej się nie chce, tym lepsza impreza.
No i dobrze, bo mogłam podpatrzeć co i jak i zastosować ewentualnie na swoim weselu. Rozeznałam się w kuzynach i kuzynkach, których trochę jest do ogarnięcia. No i ciotki wszystkie z wujkami. Będzie mi łatwiej na naszym weselu, które już za ... 31 dni :)
Aż uwierzyć nie mogę, że to już. Przecież ze spokojem, bo to jeszcze tyle czasu. Ale wszystko pod kontrolą. Chociaż dużo pracy i przygotowań jeszcze przed nami :) Mam jednak zamiar dopiąć wszystko na przedostatni guzik, dobrze się bawić i spędzić z R. 50 pięknych lat, a potem jeszcze więcej.

wtorek, 14 sierpnia 2012

202. Łóżkowy poranek.

Mój ulubiony. Choć nie pamiętam kiedy ostatnio tak sobie siedziałam w łóżku z kawką i komputerem w ciepłym jeszcze łóżku. Dawno temu to było. Oj dawno. A i dzisiaj nie mogę sobie pozwolić na długie wylegiwanie się. Gorący okres mamy oboje z R. Przygotowania ślubno - weselne, remont, nowa praca, a jeszcze wesele znajomych, egzaminy itd. Dużo tego, dużo. Ale jakoś dajemy radę.
Rodzeństwo i przyjaciółka wyjechali w niedzielę do domu. Spokój w domu niesamowity :) Chociaż szczerze mówiąc trochę było mi smutno jak wyjeżdżali. Przyzwyczajam się szybko. R. spędził dzień w łóżku lecząc kaca po wieczorze kawalerskim kolegi, a ja wybrałam się do Ikei po zakupy. To chyba był najgłupszy pomysł jaki mogłam wymyślić. Ludzi pełno, bo nowy tramwaj jeździ. Szok. Nie kupiłam połowy rzeczy, które kupić chciałam, ale to może nawet lepiej :)
Wczoraj natomiast zrobiłam sobie wycieczkę do domu, żeby z mamą na zakupy się wybrać. Nikt tak dobrze mi nie doradzi w sprawie ciuchów jak ona. Więc jak już na zakupy muszę iść to z nią, albo sama. Kupiłam piękną modrakową sukienkę na wesele. Do tego różowy szal, fioletowe buty i będzie dobrze chyba. Na to wesele mi się w ogóle nie chce jechać, ale nic nie zrobię. Mus to mus. Może będzie ok.
A dziś wybieramy się z R. do jego ciotki na 50-lecie ślubu. Impreza z tańcami i wódką, więc boję się trochę jak to się może skończyć. Wcześniej jeszcze zakupy jakieś więc niestety czas się zbierać.
Miłego tygodnia :)

sobota, 11 sierpnia 2012

201. Full house.

W domu od czwartku pełno ludzi. Brat,siostra, przyjaciółka. Problem z dogadaniem ma wiele osób. Co męczy i wkurza przede wszystkim mnie, bo czuję się odpowiedzialna. Tylko nie wiem czy słusznie. Przecież nie odpowiadam za nastrój ludzi dookoła.
Do tego mały remont, przemeblowanie i totalny bajzel. Ale będziemy mieli sypialnie.
Zdam relację wkrótce. Jak już wszyscy wyjadą i dadzą mi święty spokój.


wtorek, 7 sierpnia 2012

200. 5.30 - dość!!!

Wczoraj miałam przygotowaną notkę do wklejenia tutaj.
Dzisiaj napiszę tylko, że nie cierpię wstawać o 5.30.
Na szczęście to już koniec.
:)

środa, 1 sierpnia 2012

199. O braku czasu i chęci przenoszenia gór.

No dobrze. Usunęłam przed chwilą tekst marudny i nudny. Nie ma co. Nie mam na nic czasu, bo nadrabiam praktyki. Zostały mi jeszcze dwa dni. Jest gorąco, muszę wstać wcześnie rano, ale to nic. Nie ma co narzekać. Sama sobie profesję ogrodnika przecież wybrałam.
Uczę się teraz godzić ze sobą wiele rzeczy i póki co idzie mi średnio, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu.
W głowie ciągle milion pomysłów. Z realizacją już gorzej. Ale walczę.
Obiecuję poprawę i częstość moich wizyt tutaj.
Miłego wieczoru!